Po pewnej wygranej w pierwszej kolejce z MOSM Tychy dzisiaj nasi kadeci gościli na parkiecie w Jaworznie. Choć drużyna przeciwników miała w swoich szeregach zawodników tylko z rocznika 2000, a nasz team to głównie rocznik 2001, to cel był tylko jeden - zwycięstwo.
Niestety, dzisiaj bogowie koszykówki odwrócili się od nas plecami. Piłka po naszych rzutach jak zaczarowana nie chciała wpadać do kosza. Mnóstwo przestrzelonych setek i rzutów na pusty kosz sprawiło, że w tym meczu szło nam jak po grudzie. Do połowy przegrywamy tylko dwoma pkt 23:25, ale wynik dokładnie odzwierciedla naszą skuteczność. Tyle punktów to można zdobyć w 10 minut. Ponadto straty, w najmniej oczekiwanych momentach zupełnie bez presji przeciwnika, wywoływały ogromne zdumienie na mojej twarzy.
Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Dalej gnębi nas choroba o nazwie "skuteczność". Pozycję do rzutu mamy, ale zdobycie kosza z odległości dwóch metrów jest dla nas misją niemożliwą do zrealizowania. Czegoś takiego w waszym wykonaniu dawno nie widziałem i kompletnie nie rozumiem postawy Niedźwiedzi na boisku.
Niestety - bez koncentracji, wiary w zwycięstwo, walki i ambicji nie można, a nawet nie wolno wchodzić na parkiet. Na słowa pochwały zasłużył tylko Jakub Mikos, autor 17 punktów i niestety również 5 przewinień (powiem tylko, że reszta drużyny miała ich tylko 4!!!!!!) - po jego zejściu brakowało strzelca, który mógłby odwrócić losy tego spotkania.























